Kochani,
po pierwsze jestem taka szczesliwa, ze udalo mi sie wrocic do dzunglii na te kilka ostatnich dni!!! zobaczyc indianki z brzuchami i gromadki ich dzieci biegajace boso po ulicach, uslyszec nocne cykanie cykad i inne przedziwne odglosy puszczy, poczuc to parne powietrze i pot wydzielany przez kazdy por ciala, nasycic sie zielenia i zasmakowac raz jeszcze w najbardziej soczystych owocach swiata. Wspomnienia z boliwijskiej pampy wracaja samoistnie. Byly to chyba dla mnie najpiekniejsze momenty z calej podrozy.
Po drugie - Iguazu... brak mi slow, zeby opisac to, co czulam stojac na skraju wodospadu bijacego z tak ogromna sila, przelewajacego tysiace ton wody na minute, wybijajacego krople wiele metrow nad powierzchnie rzeki. Zapierajace dech w piersi, jedyne w swoim rodzaju, zwalajace z nog - wszystko to za malo. Stalam tam i jak zahipnotyzowana nie moglam oderwac wzroku od przeplywajacej wody, mialam ciarki na calym ciele i nie potrafilam wypowiedziec slowa. Dlugo jeszcze nie moglam otrzasnac sie z szoku, ze natura potrafi stworzyc tak porazajaco piekne zjawiska.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Za każdym razem, gdy oglądam wasze zdjęcia to ciarki mi przechodzą po całym ciele i na myśl,że zamiast w dżunglę, muszę iść na zajęcia, chce mi się płakać!Kraków wydaje się wtedy taki nierzeczywisty... ale już niedługo może my z Markiem też się tam zjawimy :) Oby, bo chyba zwariuję.
OdpowiedzUsuńBesos!
Magda A.
Dzieki Magda! I jak bedziecie tu przyjezdzac to prosze wpakujcie mnie do walizki!!!! Pozdrawiam, K.
OdpowiedzUsuńpięknie!
OdpowiedzUsuńpozdrowienia z -20 stopniowej Polski...:)
dzięciol
także zastanówcie się czy chcecie wracać
OdpowiedzUsuń