Przyjechalysmy do Puerto Montt, gdyz uslszalysmy, ze mozna stad wyruszyc promem do innego portu - Puerto Natales. Podroz trwa 4 dni i plynie sie posrod chilijskich fiordow. Pomyslalysmy: to jest to :). Cena jednak troche nas zaskoczyla, wiec na razie odlozylysmy decyzje w czasie, przenoszac sie na Swieta do Bariloche.
W Puerto Montt spedzilysmy jenak dwa najdziwniejsze dni w ciagu calej naszej podrozy. Na pierwszy rzut oka widac calkiem spore portowe miasteczko. Potem zaskakuje liczba pijanych osob na ulicy i to niestety niezaleznie od wieku i plci. Pozniej pomimo tego, ze dostalysmy calkiem spora liste hosteli naprawde trudno bylo znalezc normalnie wygladajace miejsce na nocleg. Czesc z nich byla albo zamknieta albo wygladala jak stare, zapuszczone domy publiczne. Wybralysmy jednak jedno hospedaje, ktore wydawalo sie calkiem sympatyczne. I to wlasnie w nim przezylam jedna z najgorszych nocy tutaj. Nie wiadomo dlaczego w nocy ktos probowal wejsc do naszego pokoju, najpierw przez drzwi, a nastepnie przez okno. Bylam tak wystraszona, ze dlugo potem nie moglam zasnac nasluchujac nawet najdrobniejszych szmerow (Karolina miala to szczescie, ze sie nie obudzila). Nastepnego dnia rano nasza wlascicielka przyznala sie, ze to byla ona. Szkoda tylko, ze nie wytlumaczyla nam po co to zrobila. Bo jeszcze rozumiem jak ktos chce wejsc do pokoju przez drzwi, ale byc tak zdeterminowanym i probowac wywazyc okno to jest juz troche zbyt dziwne :/. Teraz sie z tego smiejemy, ale w nocy nie wygladalo to tak zabawnie. No coz, rano po prostu zmienilysmy hostel. Nowy wygladal duzo bezpieczniej, ale tam rowniez ktos buszowal w naszym pokoju podczas gdy gotowalysmy obiad (dobrze, ze Karolina wrocila sie aby zabrac jeszcze pare rzeczy). Przedziwne to miasteczko. Mam nadzieje, ze Bariloche przywita nas duzo milej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz