środa, 16 grudnia 2009

Pozegnanie Salty (z lezka w oku)


Powrot do Salty nieuchronnie oznaczal rozstanie z przyjaciolmi. Nasze drogi sie rozchodza. Matthieu ruszyl na polnoc w kierunku boliwijskiej dzungli. Greg i Manu samolotem polecieli do Buenos na spotkanie swojej rodziny. A my z Monika kierujemu sie na poludnie Argentyny, marzac o swietach w snieznych rejonach Patagonii.

Jednak niespodziewane wydarzenie uczynilo dla mnie wyjazd z tego niepozornego miasta jeszcze trudniejszym. Moje serce, rozum i mysli pozostaly u boku mezczyzny, ktory kompletnie zawrocil mi w glowie. Niby nic, niby krotko i niby nie na powaznie, a ja oszalalam i bliska bylam tego by zrezygnowac z dalszej podrozy.

Ale wyjechalysmy. Obie z lezka w oku. Choc dalsze wydarzenia nie nalezaly do najprzyjemnniejeszych w trakcie naszej podrozy. W przeciagu pierwszych godzin w Cordobie w trakcie szukania noclegu moja nieostrzoznosc i bujanie w oblokach zaskutkowaly tym, ze ukradli nam Moniki plecak. (W tym miejscu bardzo przepraszam wszystkich znajomych Moniki, dla ktorych przeznaczone byly prezenty znajdujace sie w tym plecaku. Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic, oprocz stanu zakochania, ktory czasem przynosi wiecej szkod niz pozytku.) Niestety to wydarzenie spowodowalo drastyczne pogorszeniem sie ralacji miedzy mna a Monika i kilka nastepnych dni mialysmy razem naprawde kiepski czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz