Stwierdzilysmy jednoglosnie, ze koniec z agencjami i wykupywaniem zorganizowanych wycieczek. Teraz wszystko co sie da bedziemy robic na wlasna reke. Pojechalysmy wiec do Cabanaconde, niewielkiego miasteczka stanowiacego swietna baze wypadowa do kanionu. Mialysmy tam wynajac lokalnego przewodnika, ktory przeprowadzi nas po Canionie del Colca (slyszalysmy, ze mozna sie tam zgubic i lepiej nie robic trekingu samemu). Jak przyjechalysmy to w hostelu popatrzyli na nas i powiedzieli, ze przewodnika nie potrzebujemy i poradzimy sobie same. No to jak sobie poradzimy, to nie zastanawiajac sie dlugo nastepnego dnia rano ruszylysmy do Llahuar (naszego pierwszego noclegu). Oczywiscie nie minelo 5 min. a my juz zgubilysmy droge :). Kierujac sie jednak intuicja wrocilysmy na szlak i bez problemow trafilysmy do wyznaczonego celu. Przepiekne domki z bambusa i basen (swego rodzaju standard w miejscowosciach polozonych w kanionie) nad Colca River bardzo uprzyjemnily nam popoludnie i trud zwiazany z chodzeniem.
W Canionie spedzilysmy w sumie 3 dni i nawet moje obdarte stopy i ponowne problemy zoladkowe Karoliny nie zdolaly nam popsuc wycieczki. Do tej pory Canion del Colca to najpiekniejsze miejsce, w jakim mialysmy okazje byc. Cudowne widoki i ta nie do opisania przestrzen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz