

Po pierwszej wspinaczce na Machu Picchu, w deszczu i po ciemku (musialysmy wyruszyc o 3 rano) dla wytrwalych czekala jeszcze jedna wspinaczka na Waynapicchu (ta najwiekasza gora, ktora widac na zdjeciach) skad rozciaga sie niesamowity widok na zaginione miasto. Karolina nie skusila sie na kolejny wisilek i zostala z przewodnikiem w miescie, a ja wzielam plecak i pomaszerowalam aby zmagac sie z kolejna gora. Widoki i wspinaczka faktycznie zapieraly dech w piersi. Powyzej pare zdjec.
Szacun Monia!!
OdpowiedzUsuńSpacery w deszczu i błocie okazały się być doskonałym treningiem ;)
Buziaki!!
łaaał ale wam fajnie :)
OdpowiedzUsuńbawcie się dalej dobrze
wielkie buziaki
Stachowicz