sobota, 17 października 2009

Jazda po Limie















Monika pisala Wam o naszych przejsciach w peruwianskiej taksowce, wczoraj z kolei mialysmy okazje przejechac sie w Limie publicznym srodkiem transportu. Autobusy, a wlsciwie niewielkie busiki jezdzace po miescie przypominaja nieco ukrainskie marszrutki. Z zewnatrz nigdy nie wygladaja jakby mialy choc jedno miejsce wolne, a i tak zmiesci sie tam jeszcze pol ulicy. Unikalnym zjawiskiem jest instytucja nawolywacza, ktora dziala niezawodnie. Stojacy w nieustannie otwartych drzwiach autobusu koles wykrzykuje na caly glos nazwy ulic, przez ktore bedzie przejezdzal. Wymachuje przy tym rekami i przekonuje nawet tych, ktorzy nie sa do konca przekonani, ze chca jechac w danym kierunku. Wszystko musi odbyc sie tak szybko, by zdazyc przed nastepnym busem, ktory juz zbliza sie na tyle, ze slychac krzyki kolejnego nawolywacza. Potem trzeba ruszyc tak, by wszyscy stojacy sila rozpedu stloczyli sie na koncu autobusu i zrobili miejsce kolejnym wsiadajacym. A przy okazji sprobowac wyprzedzic autobus jadacy przed soba, by zgarnac mu sprzed nosa przechodniow. Kiedy pojemnosc autobusu przekracza juz wszelkie mozliwosci zaczyna sie jazda. Obowiazkowao zalaczona na maksa muza, aw rytmie salsy manerowanie, wyprzedzanie, wymijanie, nieustannie uzywany klakson oznajmiajacy, ze to ja wlasnie jade i prosze nie wazyc sie na wejscie na jezdnie lub wjazd na skrzyzowanie. Kierowca co chwila trabi, spiewa, otwiera okno pozdrawiajac znajomego lub pogwizdujac na ladna dziewczyne. Doznania niesamowite :) Goraco polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz